Łowca androidów
Fantastyka często nawiązuje do naszych teraźniejszych czasów. Twórcy tego gatunki filmów i książek starają się przez to udowodnić, jaki potencjał leży w odkryciach. Często ich "fantastyczne przepowiednie" się iszczą i pojawiają się w naszym codziennym życiu. Gdzie jest granica pomiędzy fikcją, a rzeczywistością?Na pewno nie da się jej tak łatwo odnaleźć w filmie "Łowca androidów" Ridleya Scotta. Film oparty na powieści Philipa Dicka o tym samy tytule. W główną postać łowcy, Ricka Deckarda wcielił się Harrison Ford.Film opowiada o buncie maszyn, robotów, które mają zakaz pojawiać się na Ziemi. Rick Deckard stoi na straży, by tak właśnie się działo. Wiele jest w tym miejscu tęsknoty za rzeczami, które znamy z tego - naszego, obecnego świata. To także opowieść, w której znany nam świat łączy się z niewyobrażalnym wręcz ostępem technicznym i robotami, które są w stanie naśladować człowieka nie do poznania.
Paul Edgecomb (Tom Hanks) jest szefem strażników w więzieniu, w którym wykonuje się karę śmierci. W zakresie jego obowiązków należało między innymi prowadzenie skazańców do celi, w której wykonywano wyrok. Skazańcy musieli pokonać długi korytarz nazywany "zieloną milą" prowadził na krzesło elektryczne. Paula Edgecomba poznajemy, gdy ten jest pensjonariuszem domu starców i gdy żałuje, że nie uratował od śmierci jednego ze skazańców, Johna Coffey`a.John Coffey skazany był za podwójne morderstwo białych dziewczynek. Jednak uwagę przykuwa jego dobre serce i uzdrowicielskie umiejętności. Dotykiem potrafi uleczyć nawet chora na rama mózgu kobietę.Film powstał na podstawie książki mistrza horroru, Stephena Kinga. Niezwykle czaruje tutaj realizm, jaki przedstawia i obrazuje celę śmierci, oraz blok więzienia Cold Mountain. To także film, w którym realizm łączy się z fantastyką i niebywałymi umiejętnościami nieprzeciętnego człowieka.
Nie jest to film akcji w pełnym tego słowa znaczeniu – akcja toczy się powoli i spokojnie. Ale cały czas trzyma w napięciu. Spokojny starszy facet, szeryf – właśnie Tommy Lee Jones, wyglądający na niezagrażającego niczym człowieka stawia czoło bezwzględnym mordercom oraz psychopacie w obronie jednego z mieszkańców swojego miasteczka oraz jego rodziny. Końcówka jest zaskakująca i skłaniająca do refleksji, – dlatego film ten warto obejrzeć.
Na pewno "Quantum of Solace" jest jedną z najbardziej udanych części przygód Jamesa Bonda. Mimo że w filmie nie ma tak wielu efektów specjalnych, to jednak i fabuła i same sceny zasługują na uznanie i obejrzenie.